Wiadomości: Rzeczpospolita translacyjna

Rzeczpospolita translacyjna

2008-06-26 22:35:20 - Fylyp3g

Komiksy w sieci, wydawane w naszym języku, niedostępne na półkach sklepowych Empiku i w dodatku za darmo. To właśnie podziemne, sieciowe translacje. Przedstawiamy Wam rozmowę z czterema osobami, które się takowymi zajmują.

Głos zabrali przedstawiciele najważniejszych rodzimych grup translacyjnych w osobach T#Ma (CFC), Volfa (Ookami Translations), delcika (Reunion) i Blutengelda (GruMiK). Materiał powstał w celu informacyjnym i jak najlepszego zgłębienia tematu translacji, a redakcja Avalonu nie odpowiada za tezy głoszone przez członków poszczególnych grup.


Na wstępie poproszę kilka słów o sobie i swoich grupach.

T#M: Jestem T#M, tłumaczę amatorsko komiksy w grupie Comics Flying Circus (w skrócie: CFC). Za swoje tłumaczenia grupa nie pobiera żadnych opłat, robimy to z czystej sympatii do komiksów, języka obcego oraz ojczystego. Przy tym rozwijamy nasze umiejętności językowe. Grupa CFC powstała w 2004 roku i z początku działała w zupełnie inny sposób, niż ma to miejsce w tej chwili. Już od początku CFC miało być czymś naprawdę "mocnym". Pierwszym tłumaczeniem miał być komiks Arkham Asylum, jednak prace nad nim zostały porzucone, gdyż Egmont zapowiedział wydanie tej pozycji w Polsce. Kto ma ten komiks, wie, że tak w tłumaczeniu, jak i pod względem graficznym byłby to trudny orzech do zgryzienia. Ale od początku w Ekipie byli doskonali graficy, którzy znają się na tym, co robią. Ja dołączyłem do grupy pod koniec czerwca 2006 i lepiej trafić nie mogłem. Ludzie tutaj naprawdę znają się na tłumaczeniu, grafice i komiksach. No i fajnie się z nimi pracuje. Głównym założeniem grupy CFC jest przedstawienie polskiemu czytelnikowi pozycji, które mają małe szanse na pojawienie się w Polsce i po polsku. Oczywiście, w naszym pięknym kraju mamy wiele wydawnictw komiksowych, dlatego nigdy nie można mieć całkowitej pewności, co do tego, jaki komiks nie zostanie wydany. Dlatego w przypadku zainteresowania danego wydawcy tłumaczoną przez nas historią zostaje ona porzucona i CFC zaprzestaje jej rozpowszechniania.

Volf: Jestem alfą i omegą, początkiem i końc... co? Że to nie ta scena? A, to przepraszam. Jestem Volf, założyciel i lider Ookami Translations, najmłodszej z działających na scenie grup translacyjnych. Nasz mały team działa od nieco ponad dwóch miesięcy i w tym czasie zdążyliśmy już przetłumaczyć ponad dziesięć komiksów. W przeciwieństwie do "dużych" grup, nieco mniejszą wagę przykładamy do szaty graficznej tłumaczonych komiksów, wychodząc z założenia, że większości czytelników wygląd tłumaczenia jest raczej obojętny i ważniejsza dla nich jest treść, a dzięki temu możemy znacznie skrócić czas trwania prac nad jednym numerem. Aktualnie wydajemy między innymi Marvelową serię Avengers: The Initiative oraz adaptację słynnej gry komputerowej World of Warcraft, a w planach mamy między innymi serię X-Force oraz pierwszy akt historii Death of Captain America.

delcik: Hmm, a to zależy, o co chodzi. Nie chcesz żadnych pieniędzy, nie jesteś z policji? Nie? Dobrze, to powiedzmy, że jestem delcik, admin techniczny grupy Reunion, a z powodu potrzeby chwili, także tym, który ma pilnować porządku. Czy mi to wychodzi, mnie nie pytaj. Nazwa grupy jest związana z historią jej powstania (taka jest oficjalna wersja), otóż ponad rok temu kilka osób z nas należało grupy GruMiK, ale różnice charakterów (jak to ładnie brzmi) zmusiły kilku z nas do odejścia. Przez jakiś czas nic nie robiliśmy, aż któregoś dnia się dogadaliśmy, że można by założyć własną grupę, no i ktoś wpadł na pomysł, by nazwać ją Reunion (z ang. ponowne połączenie). Niektórzy twierdzą, że nazwa ma na celu uwielbienie dla wyspy Reunion, znajdującej się 700 km na wschód od Madagaskaru. Twierdzą, że chcieliśmy tym sobie zasłużyć na obywatelstwo, ale kto chciałby mieszkać na wyspie leżącej na Oceanie Indyjskim, prawda?

Blutengeld: Blutengeld, jeden z członków grupy. Zaczynałem od korekty, potem doszło też tłumaczenie. Teraz robię i to, i to. Plus do tego radosne dyskusje na naszym form i aktualizacje naszego archiwum. GruMiK to skrót od "Grupy Miłośników Komiksu". Jesteśmy zbieraniną ludzi obojga płci w wieku od lat kilkunastu do kilkudziesięciu. Poświęcamy swój wolny czas na to, by inni mogli poczytać sobie zagraniczne komiksy po polsku. Tłumaczymy z angielskiego, hiszpańskiego i francuskiego.

Dlaczego komiksy?

T#M: Uwielbiam czytać, uwielbiam zawiłą fabułę i uwielbiam rysunek. Więc siłą rzeczy uwielbiam komiksy. Już od najmłodszych lat miałem styczność z nimi, jednak wtedy jeszcze nie byłem takim - że tak to nazwę - fanem. Pamiętam, jak jeszcze nie umiałem czytać, ale w jednym komiksie (Zemsta rodu, część 1 autorstwa Marioli Nowakowskiej i Piotra Drzewieckiego, jeśli kogoś to interesuje) znałem na pamięć wszystkie obrazki. Sam sobie dopowiadałem fabułę i to, co mówili bohaterowie. Późniejsze wspomnienia to Funky Koval, Tytus (jeden tom też znałem na pamięć, choć już czytać potrafiłem), Asteriks... Potem namówiłem mamę, żeby kupiła mi The Punisher, jakieś wydanie świąteczne... Ale to wciąż były tylko pojedyncze numery, do czasu, aż kupiłem swojego pierwszego Batmana. Wtedy zacząłem kupować co miesiąc. W końcu pewnego dnia, dla zabicia czasu w kolejce do chirurga (miałem wtedy nogę w gipsie - hehe), po drodze mama kupiła mi The Amazing Spider-Mana. Ten numer, w którym Harry Osborn umiera, z rysunkami Sala Buscemy. Jakiś czas później zobaczyłem kolejny numer Spidera w kiosku i tak, z miesiąca na miesiąc, zacząłem kupować regularnie. Jak widać, zawsze mnie ciągnęło do superbohaterów. Nie jestem w stanie konkretnie określić, dlaczego. Po prostu lubię niepokonanych herosów, którzy toczą ciężkie walki, wylizują się z ran i ruszają w wir kolejnych walk. Przy czym rysunki też muszą być przystępne. Oczywiście nie ograniczam się i sięgam również po pozycje, które z superbohaterami nie mają nic wspólnego, ale takich tytułów w kręgu moich zainteresowań jest mniej. Lubię superhero i tyle. Na pewno dziś najbardziej sobie cenię twórczość Roberta Kirkmana pod wydawnictwem Image (Invincible, The Astounding Wolf-Man i oczywiście The Walking Dead - u nas Żywe trupy - polecam gorąco!). Brian Bendis ze swoim Ultimate Spider-Manem rządzi pośród pozycji Marvela. Ciekawy jest też Thor Straczynskiego. Aha, dlaczego tłumaczę?:) Z początku było to z nudów, teraz jest to najlepsze hobby, jakie kiedykolwiek miałem.

Volf: Hmm... Jeśli mam być szczery, to pierwsze tłumaczenie miało być jedynie małym sprawdzianem samego siebie, czy radzę sobie na tyle dobrze z angielskim, aby zdołać dobrze przetłumaczyć komiks. Dało mi to jednak na tyle dużo frajdy, że postanowiłem uczynić z tłumaczenia swoje hobby. Z komiksami, jak niemal każdy, zetknąłem się najpierw przy okazji TM-Semica. Gdy gigant upadł, na długi czas miałem raczej niewielki kontakt z "normalnymi" komiksami, choć regularnie czytywałem, i wciąż czytuję, mangi. Prawdziwy nawrót nastąpił w pierwszej klasie liceum, kiedy to kolega z nowej klasy okazał się wiernym fanem Marvela i pokazał mi między innymi Civil War, które zacząłem czytać i które spodobało mi się na tyle, że zacząłem stopniowo uzupełniać braki w wiedzy o najnowszej historii uniwersum 616, zabierając się za coraz to nowe historie. Sporo mi w tym pomógł zresztą Avalon, który cały czas pełni dla mnie funkcję przewodnika po świecie Marvela. Które serie uważam za najciekawsze? No cóż, na pewno tłumaczone przeze mnie Avengers: Initiative jest w czołówce, inaczej bym się za nie nie zabierał. Thunderbolts Ellisa to także pierwsza klasa. Planet Hulk podbił mnie nietypowym podejściem i bijącą z tego tytułu epickością. Astonishing X-Men również znajduje się w czołówce mojego prywatnego rankingu, szczególnie, że gdy już się za tę serię zabrałem, to większość numerów z runu Whedona była wydana i łyknąłem ją jednym tchem, nie dokuczały mi tak bardzo opóźnienia. Bardzo cenię sobie także obie serie Ultimates Millara. Tyle, jeśli chodzi o Marvel Universe. Ponadto bardzo lubię Spawna, fantastyczne Pride of Baghdad oraz dwa komiksy sieciowe: Last Blood i Grim Tales from Down Below.

delcik: Heh, ktoś musiał Cię wprowadzić w błąd, bo ja komiksów nie tłumaczę. Należę do tych, którzy zajmują się obróbką graficzną, wiesz, Photoshop i te sprawy.... Dlaczego to robię? Nic prostszego, żeby być sławnym, wielbionym i mieć mnóstwo panienek. Co? Nic takiego nie będzie z robienia translacji komiksowych? Damn, znowu mnie oszukali.... Zawsze jednak zostaje mi satysfakcja, że robię to dla innych, którzy nie byliby w stanie zrozumieć komiksu w oryginalnej wersji językowej. Również dla własnej zabawy, no i co najważniejsze, dla samodoskonalenia się. Jeśli chodzi o mój pierwszy kontakt z komiksami, to jak większość były to pozycje wydawane przez TM-Semic. Po dziś dzień pamiętam, że pierwszy komiks, jaki czytałem, miał na okładce Wolverine'a i Ghost Ridera i fakt, że nauczyciel zabrał mi go za czytanie na lekcji, a co najśmieszniejsze, nie był to mój komiks, a kolegi. Później było parę Spider-Manów, ale w międzyczasie też Kaczory Donaldy (w końcu dzieciak byłem). Później jakoś Spidery zniknęły z mojej biblioteczki, czasem Supek się pojawił, a ostatnio nawet znalazłem Death Of Superman wśród swoich klamotów, ale stan zeszytu był tragiczny..... Później komiksy zniknęły z moich zainteresowań do momentu gimnazjum, kiedy to JPF zaczęło wydawać mangę Dragon Ball, wtedy zacząłem zgłębiać tamten świat i trafiłem na smaczki typu Neon Genesis Evangelion, czy Ah! My Goddess, ale zainteresowanie to trwało tylko 3 lata, bo później egzaminy gimnazjalne zaczęły zbierać żniwo w postaci odbierania czasu wolnego (rodzice byli egzekutorami). Liceum to był czas komiksowej posuchy, ale w sumie tego nie żałuję, bo miałem jak każdy nastolatek inne rzeczy na głowie i na nudę nie narzekałem. No i nareszcie nastąpił czas matury, egzaminy spowodowały, że wszyscy znajomi byli zajęci, nigdy nie było czasu, żeby razem coś zrobić i wtedy odkryłem na nowo komiksy i tak już do dzisiaj.... Który komiks jest dla mnie najciekawszy? Hmm, dobre pytanie... Na pewno nie żadne zombie, no chyba, że mówimy o Marvel Zombies, bo te mnie urzekły. Na pewno liczy się dobra fabuła, ale najważniejszy chyba jest jednak główny bohater, swego czasu byłem wielki fanem Spidey'a, ale po OMD bardziej zajmuje mnie lektura moich przemyśleń spisywanych na papierze toaletowym podczas wiadomych czynności fizjologicznych... Jaki powinien być główny bohater? Na pewno powinien dojrzewać wraz z kolejnymi numerami komiksu, jeśli mówimy o jakiejś serii.

Blutengeld: Tłumaczymy, wklejamy, robimy korekty, itd. Bo lubimy komiksy i wiemy, że w naszym kraju trzeba przynajmniej kilku pokoleń, by komiks przyjął się na rynku. Z komiksami zaczęło się, jak pewnie w przypadku wielu innych osób, od ciekawości... I tak już zostało do dzisiaj. Najciekawsze... Hmm. To te, którym udaje się zainteresować konkretnego czytelnika. Od superbohaterów, przez obyczaj, po western, sf, fantasy i tak dalej... Gatunek to rzecz jakby drugorzędna. Przekaz, ten jest ważny.

cfc.jpg

Jak wygląda proces tłumaczenia?

T#M: Najpierw tłumacz przygotowuje tłumaczenie. Pisze je w taki sposób, aby każdy, kto będzie na to tłumaczenie patrzeć, zrozumiał, co i jak. Nie jest to skomplikowana sprawa. Kolejnym krokiem jest przesłanie tłumaczenia korektorowi, czyli osobie, która sprawdza tekst z tym, co jest napisane w oryginalnym komiksie. Poprawia także wszelkie błędy - stylistyczne, interpunkcyjne oraz językowe. Swoje poprawki i propozycje zmiany tłumaczenia zapisuje innym kolorem i taki tekst odsyła do tłumacza. To tłumacz wprowadza wszystkie poprawki językowe. Nie musi zmieniać tłumaczenia, chyba, że naprawdę źle coś przełożył, co mija się z jakimkolwiek sensem oryginalnej wypowiedzi. Tłumaczenie z wprowadzonymi już poprawkami wędruje do grafika, który to zajmuje się umieszczaniem tekstu w dymkach i tam, gdzie tekst powinien być. Następnie komiks "prawie" gotowy zostaje oddany do wglądu innym członkom ekipy. Mogą oni wyrazić swoje uwagi dotyczące tak samego tłumaczenia, jak składni zdań, czy obróbki graficznej. Członkowie ekipy na zgłoszenie swoich uwag mają minimum tydzień, po upływie którego autorzy translacji mogą, ale nie muszą, robić premiery. Przyznam szczerze, że moje translacje zazwyczaj są do wglądu Ekipy "troszkę" dłużej.:) Oczywiście, jeszcze przed premierą finalna wersja tłumaczenia komiksu jest czytana przez minimum jednego proofreadera (najczęściej jest to nasz Big Boss, Scghost - którego z tego miejsca serdecznie pozdrawiam). Dopiero po jego (albo ich, gdyż proofreaderów, do których możemy wysyłać finalne wersje, mamy w grupie trzech) akceptacji komiks zostaje udostępniony ogółowi.

Volf: Cóż, dużo zależy od autora danego tłumaczenia, bo każdy ma swój system pracy i staram się nie narzucać nikomu własnych upodobań. Opowiem, jak to wygląda w przypadku moich tłumaczeń Avengers: The Initiative. Na początku robię skrypt, w którym zapisuję tłumaczenie wszystkich dymków oraz napisów specjalnych z komiksu. Gdy już się z tym uporam, skrypt leci do Cookie, naszej głównej korektorki. Ona to wyłapuje większość błędów i przesyła poprawiony już skrypt z powrotem do mnie. Wtedy ja zabieram się za czyszczenie dymków ze znajdujących się tam dialogów i za wstawianie spolszczonych już linii dialogowych. Kiedy się z tym uporam, komiks leci do Spider-fana, który robi następną korektę już wklejonych dialogów oraz zajmuje się też tekstami specjalnymi (czyli wszelkimi napisami znajdującymi się poza dymkami, których wykonanie wymaga nieco większych umiejętności i więcej czasu). Potem komiks wraca do mnie, jeśli wszystko jest w porządku, to ląduje na stronie.

delcik: Heh, wiesz, nie zdradzę Ci wszystkich naszych tajemnic, ok? Powiem tylko kilka szczegółów. Wiadomo, że najpierw pada pomysł, jeśli to grafik go ma, szuka tłumacza i korektora. Jeśli tłumacz ma wizję to wiadomo, że jest odwrotnie. Później następuje faza tłumaczenia, korekty, wklejki, no i komiks leci do kogoś na betę. Zazwyczaj to moja branża, ze względu na to, że większość komiksów to ja wrzucam na naszą stronę, teraz powinna nastąpić reklama, ale pewnie i tak Lex każe to wyciąć.

Blutengeld: Tłumacz znajduje sobie komiks/serię do translacji, kompletuje zespół (grafik, dwóch korektorów) i przystępuje do pracy. Alternatywna wersja tego procesu: komiks znajduje człowieka...

Które błędy podczas translacji są najczęściej popełniane? Często zdarzają się starcia pomiędzy członkami grupy?

T#M: Najczęściej brakuje nam przecinków i mylą się szyki zdań.:) Ale większość tego wszystkiego wyłapujemy, kiedy komiks zostaje wysłany do wglądu całej ekipy. Tak więc, jeśli mimo wszystko jakiegoś przecinka gdzieś brakuje, albo jest on tam, gdzie być nie powinien - wierzcie, że było tego więcej .;) A tak ogólnie... Sam nie wiem. Na pewno błędów w tłumaczeniu nigdy się nie ustrzeżemy, ale mamy sztab dobrych korektorów, którzy poprawiają, co trzeba. Nie chcę, żebyśmy wyszli na jakichś dumnych debeściaków, ale większość tzw. "wpadek" zostaje wyłapana właśnie przy sprawdzaniu komiksu przez całą ekipę. Wystarczy, że 5 różnych osób spojrzy na translację, a na pewno choć jedna zobaczy coś, czego pozostała czwórka nie dostrzegła. Dlatego "największymi wpadkami" CFC były raczej "drobnostki", jak np. brak przecinka tu, za bardzo przesunięty tekst tam... Aaa, kiedyś w komiksie Eberron - Oko Wilka jakieś bóstwo zostało przetłumaczone w rodzaju męskim, a chodziło o rodzaj żeński, o czym poinformował nas jeden czytelnik (tutaj usprawiedliwię tłumacza, że z samego tekstu nie dało się wywnioskować, czy chodzi o rodzaj męski, czy żeński). Po prostu staramy się najlepiej jak to z naszej strony możliwe. I z każdą kolejną translacją idzie nam chyba lepiej.:) A co do starć z członkami ekipy - raczej na polu osobistym, niż w kwestii tłumaczeń. Podając poprawkę do tłumaczenia, którą NALEŻY wprowadzić, raczej motywujemy to odpowiednimi tekstami źródłowymi, itp. więc większych kłótni na tym polu nie pamiętam. Były raczej kłótnie o sprawy raczej prozaiczne, ale o nich nie będę pisać.:)

Volf: Łatwo jest się zagalopować i nieświadomie przetłumaczyć coś, czego się nie tłumaczy. Z Initiative się robi Inicjatywa, a z Fantastic Four Fantastyczna Czwórka, mimo że przez pięć wcześniejszych numerów cały czas używało się oryginalnych nazw. Największe wpadki były dwie – nasz pierwszy wydany numer, którym zaczynaliśmy jako grupa, czyli Secret Invasion #1. To była jedna wielka wpadka, szczególnie pod względem graficznym, ale to były początki, więc mogę to sobie wybaczyć. Nie mogę sobie natomiast wybaczyć, że w trzecim numerze Initiative nikt z redakcji nie zauważył, że na jednej z pierwszych stron na wyraźnie widocznym napisie specjalnym znajduje się "Washyngton". Ciężko jest też wybaczyć to, że w tym samym numerze zabrakło jednej ze stron. Starć między członkami grupy jako takich jak dotąd nie było, może to dlatego, że działamy dopiero tak krótko.

delcik: Błędy? Cóż, najczęściej trafiają się literówki i źle wyczyszczone dymki, ale co do literówek, to chyba wszędzie, gdzie ktoś ma do czynienia z dużą ilością pisania. Co jest najtrudniejsze? Mam być obiektywny, czy szczery? Są dwie cholernie trudne rzeczy w tym, co robimy, pierwsza to zadowolić czytelnika (to jest chyba najczęstszy powód upadku polskich wydawnictw) i wytrzymać ze sobą w grupie. Największe wpadki? Hmm, szczerze? To nie pamiętam jakiejś dużej wpadki w Reunion, za to będąc jeszcze w GruMiKu dokonałem wielu cudów między korektami któregoś numeru Aresa. Najpierw moja wklejka była o tyle zabawna, że część plików było trzykrotnie większe niż przed edycją, a inne trzykrotnie mniejsze (chodzi mi o ich "wagę", nie rozdzielczość). Następnie biegałem do wykładowców greki na moim wydziale (filozofię się studiowało), aby pomogli mi ustalić przekład Iliady, aby tłumaczenie miało sens. I pomyśleć, że ja byłem tylko grafikiem… Starcia? Hmm, dobre pytanie, pozwól, że teraz zamienimy się rolami i to ja Tobie zadam pytanie. Otóż, czy Avalon jest wielką wspólną rodziną, gdzie każdy się kocha, uwielbia, każdy ze sobą się zgadza, a Nadia zawsze poprze Jozefa, a Josef Nadię? Nie? No właśnie, wszyscy jesteśmy ludźmi, mamy ze sobą jakiś kontakt i zawsze dochodzi do jakichś sporów. Jedne są o pierdołę i nie są groźne, a inne też są o pierdołę, a jednak mogą być groźne. Wiesz, każdy to widzi na własny sposób, odczyta coś opacznie i zamieszanie gotowe.

Blutengeld:
Wszystkie. Każdy z nas jest jedynie ludziem, a te mają w zwyczaju popełniać błędy. Przyjmijmy, że pod terminem "starcia" rozumiemy "różnice zdań". Zatem tak... U ludzi (zwłaszcza tych polskich) to jest tak, że jak się zbiorą do kupy, to po jakimś czasie okazuje się, że choć idea łączy nas słuszna i jedyna, to każdy ma swoje zdanie. Z nami jest dokładnie tak samo, jak np. ze zrzeszonymi kierowcami autobusów, konduktorami, parlamentarzystami, redaktorami internetowych stron... - co człowiek, to opinia.

ookami.jpg

Nie boicie się konsekwencji?

T#M: Łamiemy prawo, edytując skany. Łamiemy prawo, tłumacząc komiksy. Łamiemy prawo, udostępniając tłumaczenia. To jest fakt. Ale spójrzmy na grupy tłumaczące mangi. Robią to znacznie dłużej, a nic mi nie wiadomo o jakiejś aferze na miarę sprawy z "Napisy.org". Czy boję się konsekwencji? Mniej więcej wiem, co mi grozi za edycję skanów, tłumaczenie cudzego utworu bez pozwolenia autora oraz udostępnianie tego w sieci. Jest czego się bać.:)

Volf: Cóż, tymi, którym by najbardziej mogło zależeć na zaprzestaniu naszej działalności, są polskie wydawnictwa, a my staramy się im nie wchodzić w drogę i nie dawać żadnych powodów, żeby działały przeciw nam.

delcik: A czego tu się bać? Przecież nasza policja ściga przede wszystkim morderców, gwałcicieli, pedofilów, a dopiero później ludzi, którzy dokonali przestępstwa o małej szkodliwości społecznej. No, co was tak śmieszy? Przecież tłumacze z Napisy.org to zwyrodnialcy byli….. A teraz poważnie, wiadomo, że jest coś takiego, jak ryzyko nadepnięcia komuś na odcisk i wizyty panów w niebieskich mundurach…. Skoro istnieje groźba, to jest i obawa, ale trzeba mieć nadzieję, że to nie nastąpi. Poza tym wszyscy tłumacze komiksów mają pewną zasadę: nie tłumaczymy czegoś, na co posiada licencję polski wydawca. To nas różni od tłumaczy filmowych, ci tłumaczą każdy film…

Blutengeld: Jakich konsekwencji? Jesteśmy fanami obrazkowych historii, którzy z innymi pasjonatami dzielą się swoim hobby. Obie strony czerpią z tego przyjemność odkrywania nowych utworów, rozkosz czytania...

A nie uważacie, że odbieracie czytelników i tak kulejącym, tradycyjnym wydawnictwom?

T#M: Absolutnie nie! Po pierwsze - komiksy, które tłumaczymy, nie są wydawane w Polsce. Przed zajęciem się jakąś pozycją sprawdzamy też, czy jakieś polskie wydawnictwo nie ogłosiło w swoich oficjalnych planach wydawania interesującego nas tytułu. Jeśli natomiast zdarzy się sytuacja, że przetłumaczyliśmy jakiś komiks, a miesiąc później wydawnictwo ogłasza, że wyda tę pozycję na naszym rynku, od razu zaprzestajemy jakiegokolwiek udostępniania i rozpowszechniania naszego tłumaczenia. Szczerze mówiąc, każdy komiks, który ja przetłumaczyłem, chciałbym mieć na papierze, wydany przez polskie wydawnictwo, z profesjonalnym, polskim przekładem. Po drugie - tłumaczenia komiksów to w pewien sposób forma propagowania komiksu. Ludzie, choć znają angielski, czytają translacje. Są też osoby, dla których bariera językowa to niestety przeszkoda nie do pokonania, a jest naprawdę wiele wartych przeczytania komiksów. No i najważniejsze, że kiedy któreś z naszych wydawnictw postanowi zaprezentować dany tytuł na polskim rynku, kilka (od kilkuset do kilku tysięcy) osób będzie znało już tę pozycję i tym większe prawdopodobieństwo, że zakupią komiks w wersji papierowej. Jeśli dzięki wcześniejszemu poznaniu translacji, choć jedna na dziesięć osób dokona zakupu komiksu wydanego na papierze, to ja uznaję to za sukces.

Volf: Ależ skądże! Przede wszystkim, nigdy nie tłumaczymy projektów, które wydaje, albo chociażby, których wydaniem zainteresowane jest któreś z wydawnictw. Wydawnictwa nie tracą klientów, bo czytelnik zainteresowany danym tytułem i tak nie ma innej alternatywy, jak kupić dany komiks legalnie. Podobnie, jeśli zdarza się, że wydawnictwo ma zamiar wydać komiks, który już przetłumaczyliśmy, natychmiast zaprzestajemy jego udostępniania oraz tłumaczenia ewentualnych kolejnych numerów. No i mam szczerą nadzieję, że nasze tłumaczenia w jakimś stopniu przyczyniają się do wzrostu liczby fanów komiksów w naszym kraju. Nigdy nie wiadomo, jaki komiks będzie tym, który sprawi, że ktoś zacznie się interesować bliżej komiksami, ale bardzo byłbym szczęśliwy, gdyby choćby u kilku osób okazał się to tytuł spod szyldu Ookami Translations.;)

delcik: Jak już wcześniej wspomniałem, mamy zasadę, aby nie tłumaczyć komiksów, na które posiada licencję polskie wydawnictwo. Działa to na kilka sposobów, jeśli jakieś wydawnictwo zakupuje licencje tłumaczonego przez nas komiksu, to automatycznie z naszej strony wszelki ślad o niej ginie… Wiesz, nie zależy nam na upadku żadnego wydawnictwa, a wręcz przeciwnie, mamy wielką nadzieję na ich rozwój. Powodów jest kilka, po pierwsze komiksy byłyby tańsze, po drugie byłoby ich więcej. No i my byśmy mieli mniej pracy i byśmy zajęli się czymś innym, by zwalczyć nudę.

Blutengeld: Zdecydowanie nie - bo niby jak? Popatrz na salony empików, które zamieniły się w czytelnie. Z księgarni też nikt cię nie wygoni, jeśli poczytasz sobie komiks... To, w kontekście tego pytania, także podcinanie gałęzi wydawnictwom. Poza tym: jeśli tłumaczona przez nas seria pojawi się w planach któregoś z "kulejących wydawnictw", to prace nad nią zostają zawieszone (jak to się stało np. z DMZ). Ja widzę zupełnie inną rolę grup translacyjnych - jesteśmy dla rodzimych wydawców medium, na którym mogą, zupełnie bez ryzyka, przetestować serie lub pojedyncze wydania komiksów, które mają zamiar wydawać. My - ludzie związani z translacjami (nie tylko komiksów) - nie odbieramy klientów. W pewnym sensie rozwijamy, owszem, niejako podziemny, rynek czytelników. Dzięki nam pojawiają się nowe serie, ale też archiwalne komiksy, których po polsku raczej byśmy nie uświadczyli. Jest grono ludzi, którzy komiksy czytają i grono takich, którzy do tego medium zaczynają dorastać, wracać... Od wydawców zależy, czy podejmą temat...

reunion.jpg

To może macie w takim razie jakieś panaceum na uleczenie rynku wydawniczego w Polsce?

T#M: Nie. Czego ode mnie wymagasz, ja tu tylko tłumaczę.;) Naprawdę, nie mam żadnego pomysłu, co można by z tym rynkiem zrobić. A przynajmniej nic, czego już nie próbowano.

Volf: Hm... wprowadzić komiksy do kanonu lektur szkolnych i zmusić państwo do współfinansowania wydawania tychże. Że co, że nie przejdzie? No to innych pomysłów brak, wszystkiego już niestety próbowano, ze stałym skutkiem.

delcik: Może jakbym był dobry z marketingu czy tam z PR, albo jeszcze czegoś innego związanego z przedsiębiorczością, miałbym jakąś genialną wizję, ale póki co to powiem krótko, nie znam się na tym. Ja zdecydowanie bardziej należę do tych, co to lubią wspierać wydawnictwa polskie, kupując komiks przez nich tłumaczone.

Blutengeld: Oczywiście. Czekam jedynie na dobrą propozycję finansową, by pomysłem się podzielić.

Jak odbieracie konkurencyjne grupy?

T#M: Dziś jest tyle translacji komiksów, że głowa boli. Z jednej strony super, bo więcej komiksów po polsku. Z drugiej strony źle, bo więcej komiksów po "polskiemu". Dlatego w czytaniu translacji ograniczam się teraz tylko do pozycji CFC tłumaczonych przez moich kolegów z ekipy. Przyznam szczerze, że kiedy ja się za coś biorę, to chcę, aby to było zrobione w miarę porządnie. Daję z siebie wszystko. Nie wszystkie grupy, czy osoby w tych grupach, podzielają taki punkt widzenia, dlatego też to jest drugi powód, czemu nie czytam translacji innych grup.:)

Volf: Szanuję ich pracę, nie wchodzę im w drogę i jako młodzik na scenie staram się brać do serca uwagi każdego z większym doświadczeniem.

delcik: Co mam o nich sądzić? Mam powiedzieć: "To świetni ludzie, Boże błogosław im"? Czy może: "To skończeni kretyni!"? Wiesz, to są ludzie, z jednymi się żyje w zgodzie i utrzymuje dobre kontakty, a z innymi nie. Pamiętam wojny między grupami, o głupie pierdoły. Jeden człowiek wywołał, a wplątał w to wszystko obie grupy. Obecnie, grupy starają się żyć w zgodzie i współpracować między sobą. Tak też, istnieje między nami taka niepisana zasada, że grupy nie wchodzą sobie w drogę i dogadują się odnośnie swoich projektów, ponieważ uznajemy za bezsensowne dublowanie jakiejś pozycji, gdy jest mnóstwo innych komiksów godnych przetłumaczenia.

Blutengeld: Świetnie, że są. Że wypuszczają nowe serie. Że dzięki nim jest po prostu co czytać.

grumik.jpg

Plany na przyszłość…

T#M: Cały czas podnosić poprzeczkę jakości przekładów i obróbki graficznej. No i utrzymać się na pozycji najlepszej grupy translacyjnej na scenie.:)

Volf: Cóż, na razie i tak jestem zaskoczony tym, jak bardzo grupa się rozwinęła przez te dwa miesiące. Zaczynaliśmy jako dwuosobowy team, w zasadzie szczerze wątpiłem, że znajdzie się ktoś, kto by chciał jeszcze akurat do nas dołączyć. Tymczasem regularnie ktoś się zgłasza z chęcią współpracy. Choć większość zgłoszeń kończy się na chęciach i nie otrzymujemy nawet próbnego skryptu, to jednak od czasu do czasu pojawia się ktoś, kto faktycznie z nami zaczyna współpracę. Na chwilę obecną jest już nas sześcioro. Główny plan na przyszłość to dalej wydawać komiksy, ustrzegać się błędów przeszłości i dalej rozwijać grupę.

delcik: Po pierwsze chcę zakończyć wszystkie projekty, w które się zaangażowałem. Na pewno chciałbym, aby nasza grupa się powiększyła, ale jak będzie, czas pokaże. Na pewno chciałbym zmienić serwer strony i jej wygląd, a także domenę, aby nasza strona była lepiej rozreklamowana. Wiadomo, że wiąże się z tym chęć częstszego wydawania komiksów. Jak już mówiłem: jak będzie, czas pokaże.

Blutengeld: Robić swoje, dopóki mnie to jeszcze będzie bawiło.

Kończymy, Panowie. Poproszę o kilka słów gwoli zakończenia.

T#M: 'Nuff said. ;)

Volf: Pamiętajcie, narkotyki i papierosy to zło! A poza tym, to pozdrawiam mamę, tatę, siostrę, drugą siostrę, trzecią siostrę i wszystkich znajomych, którzy i tak tego pewnie nie przeczytają.

delcik: Hm, to tak, zacznijmy od początku. Drodzy czytelnicy, mam nadzieję, że nie zasnęliście po pierwszym zdaniu. Czytajcie dalej komiksy, nie przejmujcie się, że ktoś się z Was śmieje. To jego poziom dojrzałości emocjonalnej jest niższy niż ten, który Wam przypisuje. Kupujcie komiksy wydawane przez polskie wydawnictwa, bo to pozwoli im utrzymać się na rynku. No i najważniejsze, jedzcie warzywa, bo mają dużo witamin. Teraz do redakcji ogólnie, wszystkiego najlepszego z okazji 6 urodzin, gratulacje odnośnie Złotego Nasta i oby więcej takich sukcesów.

Blutengeld: Zapraszamy do współpracy wszystkich tych, którzy chcieliby wesprzeć "komiksowy underground". Nie oferujemy Wam nic poza satysfakcją.


Podczas powstawania materiału serwis filmowy Stopklatka.pl użył w swoim newsie o filmie "Kick-Ass" okładki z nielegalnej translacji komiksu. Taki materiał w tak poważnym miejscu daje do myślenia. Translacje osób, które wypowiedziały się w owym materiale, zdobywają coraz większą popularność w Internecie. Sama Stopklatka.pl po kilku dniach usunęła grafikę i interwencyjne komentarze.


tlumaczenie.jpg


Jeśli temat, który podjęliśmy, zafrapował Was, to zapraszamy na nasze forum, do tematu Amatorskie tłumaczenia komiksów. Czekamy na Wasz głos w sprawie.

Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2021 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.