Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Invincible tom 11

Przedostatni tom serii przygotowuje nas na wielki finał. Pionki ustawiane są na planszy i pozostaje nam dalej z przyjemnością czytać i oglądać to, co dzieje się na kartach komiksu. Kirkman wciąż trzyma dobrze nam znany poziom z poprzednich albumów, stawiając naszego głównego bohatera prze kolejnymi moralnymi dylematami.

Pod koniec ostatniego tomu Mark i Eve wraz córką przeprowadzili się na inną planetę, by to tam na nowo ułożyć sobie życie. Na Ziemi rządzi bowiem Robot, któremu opór stawia zaledwie garstka bohaterów, którzy mimo wielu pozytywnych efektów jego działań, pozostają przy tym, że pełna wolność jest wartością nadrzędną. Jednak przeprowadzka nie jest ucieczką od wszystkich problemów, gdy wciąż gdzieś tam z ukrycia wychyla się Thragg z nową armią gotową zniszczyć Koalicję Planet. Czy Mark, który teraz chciałby dbać przede wszystkim o swoją córeczkę, będzie w stanie sprostać superbohterskim wyzwaniom? 

Wielokrotnie w recenzjach poprzednich albumów z tej serii pisałem o tym, że
tytuł ten wciąż potrafi zaskoczyć i mogę to napisać również teraz, gdy za nami już ponad 100 numerów serii. Mark przez całą tę drogę przeszedł niesamowitą przemianę i został wystawiony na więcej prób niż niejeden bohater wielkiej dwójki. To, jakim jest teraz heroes, dalekie jest od niewinnych pierwszych kroków jakie stawiał w początkowych numerach. Zmiana dotknęła także wiele innych postaci, które wtedy debiutowały i warto docenić w tym wkład scenarzysty.

Kirkman nie musząc bać się o to, czy ktoś mu za chwilę nie skasuje serii, mając w pełni kontrolę nad prowadzoną historią, mógł spokojnie rozwijać w tle wątki, które teraz owocują. Niestety, prawie nikt nie ma takiego komofortu w Marvelu czy DC. Czytanie tego, jak do władzy dochodził Robot czy jak Thragg odbudowywał swoje siły było satysfakcjonującą lekturą. Także rodzinne wątki, których zawsze było wiele na łamach tej serii, to coś nie często spotykanego w takiej skalii w innych komiksach superbohaterskich, gdzie nawet konsekwentnie budowane relacje z czasem zostają zerwane przez kolejny restart. 

Od strony graficznej to wciąż porządna pozycja, obok Ryana Ottley'a ,który zilustrował większość zeszytów serii, staje ponownie Cory Walker, który odpowiadał za pierwsze numery "Invincible", by potem powracać jedynie gościnnie. Obu bardzo lubię, mają różniące się od siebie style, ale już zawsze kojarzące się właśnie z tym światem. Ottley jest bardziej dynamiczny, ale przeszkadza to Walkerowi w odopowienim przedstawieniu emocji czy walk bohaterów.

Jeżeli czytasz tę recenzję, to zakładam najprędzej, że nie wiesz, czy warto sięgać po tak długą historię i czy kolejne tomy nadal trzymają poziom. Potwierdzam, to wciąż seria angażująca czytelnika, który nagradzany jest za uważne śledzenie całości historii, gdy różne wątki fabuły zaczynają się ze sobą splatać, a my dostajemy jedną wielką epicką opowieść, która spokojnie może szczycić się tytułem najlepszego komiksu superbohaterskiego. Nie są to słowa na wyrost i potwierdzi to chyba każdy śledzący tę serię. Niedawna premiera serialu aniomowanego opartego na tym komiksie mam nadzieję, że zwiększy grono osób, które polecać będą tę wyjątkową historię.


Wojtek "Rodzyn" Rozmus


Invincible tom 11
scenariusz: Robert Kirkman
rysunki: Ryan Ottley, Cory Walker
tłumaczenie: Agata Cieślak
cena z okładki: 99,99 zł 
liczba stron: 304


Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2021 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.